jedynka blog

Twój nowy blog

11 lat, 11m-cy

Brak komentarzy

Wygrałam wycieczkę, w pracy. Jest już za mną, ale nie o tym tu chciałam. Jeszcze przed, koleżanka, która zna mnie bardzo długo, ale ostatnio nasze kontakty są dużo rzadsze, wyraziła obawę:

- I jak to – TY wyjedziesz bez rodziny, bez dzieci, sama, na tydzień?!!!

Tak, wyjechałam. I dobrze mi z tym było. Także przed wyjazdem. Bo to się w moim życiu zmieniło – moja przestrzeń skurczyła się prawie zupełnie; jest przestrzeń rodziny, dzieci, pracy, domu. Godzę się z tym, jestem szczęśliwa z tego, co mam. Ale czekam też na czas, kiedy odzyskam „swój czas”.

Ta wycieczka była przedsmakiem tego, co można mieć. A że dzieci już duże i mąż zawsze potrafił się nimi zająć, nie miałam żadnych wyrzutów sumienia.

Spędziłam tydzień na SriLance. I była to jedna z tych bardziej niesamowitych podroży mojego życia!

A rodzina  w tym czasie zgodnie z przewidywaniami dała sobie radę świetnie. Choć dzieci zgodnie po moim powrocie przyznały: dobrze, że już wróciłaś.

Mąż głośno tego nie powiedział, ale z ulgą chyba pożegnał życie z listą pełną obowiązków. I tak miał szczęście, że tę listę miał :-D

I pędzimy teraz razem dalej. Występami Leny, konkursami Poli i jej życiem koszykarskim. Logistyką dnia codziennego, osamotnioną, bo mąż w ciągłych rozjazdach.

11 lat, 6,5 m-ca

Brak komentarzy

Pokonywanie własnych słabości, granic, które zaistniały w naszej głowie – daje satysfakcję.

Wydawało mi się kiedyś, że tych dwóch rzeczy raczej się już nie nauczę. Prowadzenie samochodu i jazda na nartach. Obydwie wymagają cech, których nie mam w nadmiarze. Prób i czasu nauki było sporo, a efekty mizerne.

Dziś mogę napisać – pokonałam słabości. Samochodem jeżdżę już od dłuższego czasu, a podczas tych ferii dokonałam przełomu w moich umiejętnościach narciarskich. I to cieszy :-)

Przyznać muszę szczerze, że obydwie córki jeżdżą na nartach lepiej niż ja. Fakt ten szczególnie upaja Lenkę, choć Pola (tak myślę) też czuje trochę dumy z tego stanu. Polka spogląda na moją jazdę z leciutkim pobłażaniem, ale Lenka jest ze mnie prawdziwie dumna.

Kiedy jechałam wyciągiem, a one zjeżdżały we dwie ze stoku, pomachałam od nich. Usłyszałam pełne dumy i radości słowa Lenki:

- Pola, mama pomachała do mnie Drugi raz. Już to potrafi – jechać i machać :-)

Ferie toczą się pod znakiem przygód Lenki. Tych średnio fajnych, dziecięcych, które na szczęście nie są tak maksymalne jak te z Polą, które powodowały, że ze dwa wyjazdy przesiedzieliśmy w pokoju z chorym dzieckiem.

Ten pobyt rozpoczęliśmy od wizyty u dentysty. Czeskiego. Ząbek rozbolał Lenkę już pierwszego dnia.

Potem była wywrotka na nartach i podrapana buzia.

A teraz panuje katar, ogromny; ale bez temperatury i innych takich, więc Lenka dalej działa aktywnie na stoku.

Szkoda, że czas kurczy się tak szybko. Dobrze nam tu :-)

11 lat, 4m-ce, 3 tyg.

Brak komentarzy

Kiedy dziś myślę o wartościach, górnolotnie o „sensie życia” i tym, co naprawdę w życiu sprawia mi przyjemność /czego chcę, to ku zaskoczeniu samej siebie, najpewniejsza wydaje mi się odpowiedź: dom, dzieci, rodzina.

Największe przyjemności, najczystsze uczucia, najszersze relacje, największa satysfakcja – tylko z dziećmi, w domu, z rodziną.

Zgubiłam gdzieś chęć wyzwań, kariery, samorealizacji. Czas, w którym jestem, jest przepełniony pracą, kontaktami z ludźmi różnymi, gonitwą, niejednokrotnie rutyną i swoistym „odłożeniem siebie na półkę”. Ukojenie przynosi mi dom, dzieci. Autentyczną radość czuję, gdy widzę radość dzieci. Powodem do prawdziwej dumy są osiągnięcia dzieci. Spokój przynosi mi spokój domu – dobra atmosfera, uśmiech, zdrowie.

Kryzys czterdziestolatki, „totalne udomowienie” = syndrom kury domowej, czy faktyczny sens i wartość ?

Jakie to ma znaczenie :-) Oby było tak jak jest, to będzie dobrze .

*

Anegdota, na fali 1 listopada – choć rzecz wydarzyła się ze dwa miesiące temu, świeżo po powrocie z wakacji.

Lenka do mnie: – „Mamuś wiesz, ja mam takie marzenie. Chciałabym, żeby następnym razem, jak będziemy lecieli na wakacje samolotem, to chciałabym, żeby zza chmury wyjrzała do mnie babcia Bożenka. I żeby się do mnie uśmiechnęła.”

„Mamuś” – skąd ona to wzięła. Nie słyszała przecież, że ja tak do mamy mówiłam.

11 lat, 2,5 m-ca

Brak komentarzy

Mąż pracy nie zmienił, nadal często wyjeżdża. Zostajemy wówczas we trzy.

Nie zmieniło się też to, że podczas nieobecności męża mam w nocy towarzystwo. Córki :-) Córki młodszej.

Był czas, że spałyśmy we dwie, tylko z Polą (z prostej przyczyny – Lenki nie było jeszcze na świecie); był taki, że spałyśmy we trzy. Teraz jest era Leny.

Ma to swój klimat. W ten sposób celebrujemy bezmęski czas :-)

Dziś Pola zapytała: - Mamo, myślisz, że ja też bym tak jeszcze mogła z Tobą, jak Lena, spać …?

Chcę wierzyć, że pytała serio :-)

11 lat

Brak komentarzy

Totalny zwrot akcji w moim życiu – to już 11 lat temu :-)

Dygresja – pamiętam listopadowy, długi wieczór w domu, z malutką Polą. Szczęśliwa, ale ciągle niepewna jako matka, zakochana po uszy w maleństwie, ale i potwornie umęczona i uwiązana. Patrzyłam na tę małą istotę i myślałam: to będzie ten ewenement; ona nigdy nie urośnie, a ja już wiecznie będę się czuła tak, jak w tej chwili.

Nie były to prorocze słowa :-)

Kolejna dygresja – pamiętam jak z bliską mi koleżanką, byłyśmy oburzone poglądami jej teściów, którzy uważali, że dzień urodzin ich dziecka, jest ich świętem.

Nie zgadzam się  z tym w 100%, ale nie mogę też odmówić zupełnie słuszności – dzisiejszy dzień był świętem moich córek. Ale dla mnie jest ważny również. Stanowi ostrą cezurę pomiędzy życiem skupionym na sobie a tym, w którym pojawiły się dzieci. To licznik kolejnych lat, w których są obecne istoty dla mnie najważniejsze. Wyznacznik czasu, który pomimo że czasami trudny i wymagający, ma w sobie wartość i sens bezdyskusyjne.

Ale żeby już zaraz 11 lat tego życia było za nami (z czego 5 ostatnich podwójnie wartościowych :-))…

Czas płynie zdecydowanie zbyt szybko. Nie mam już małych dzieci. Niezmiennie jednak są wyjątkowe i doskonałe w swojej wyjątkowości :-)

Urodzinowa buźka moje kochane bliźniaczki :-P

10 lat, 8 i pół m-ca

Brak komentarzy

Truizm – doba trwa 24 godziny. Niezmiennie, to fakt powszechnie obiektywny. Subiektywnie jednak mocno w to wątpię.

Kiedyś 24 godziny wystarczały na tak wiele. Albo inaczej: wystarczały. Nie miałam poczucia, że czegoś nie wykonałam, że coś na mnie czeka. Nie goniłam. Miałam czas „dla siebie”. I mam wrażenie, że to nie było to tak bardzo dawno temu. Nie śmiem przywoływać czasów „przed dziećmi”, ale jeszcze przy wyłącznej Poli czułam, że panuję. Teraz nie. Pędzę, gonię, nie wyrabiam się, koncentruję od rana do wieczora na tym, co muszę i co powinnam. „Dla siebie” mam … niewiele. Często tylko podsypianie na kanapie późnym wieczorem przy próbie przeczytania czegoś.

Kiedy spoglądam nieco z boku na siebie, swoje życie i próbuję odnieść do tego, jakie było kiedyś, nie znajduję punktów wspólnych. Niby to MOJE życie, ale trochę jest tak, jakby mnie w nim nie było. A już na pewno nie ma mnie takiej, jaką byłam kiedyś.

Czy żałuję? Kiedy „na szali”są moje dzieci – NIE! To byłoby niedorzeczne. Ale jestem zmęczona, brakuje mi wygody tego, co minęło. Chwili skupienia „na mnie” – mojego skupienia i bliskich.

Ale – to chyba jeszcze nie teraz. Więc w ramach skupienia „na sobie”, spróbuję o tej godzinie 22.30 przeczytać choć trochę gazety, którą kupiłam wczoraj – aby nie wzrosła później frustracja, że wyrzucam nieprzeczytane.

*

Dzieci – niezmiennie idealne  :lol: Lepszych nie ma – chyba żadna mama nie pokusi się, aby ze mną na ten temat dyskutować.

Zbieram siły i optymizm. Postaram się następnym razem bardziej skupić na tym idealizmie niż na sobie ;-)

10 lat, 7 m-cy

Brak komentarzy

„- Mamooooo, mamoooo…

- Co się stało, dlaczego płaczesz?

- Mamo, mamo, bo ja…. Najpierw zrobiłam, potem pomyślałam, a teraz jest mi tak przykrooooo….

[Wzięła ulubione kapcie do ręki, z małej dziurki zrobiła ogromną, przez którą wypadły podeszwy i ... po kapciach. Ale za to jaka refleksja i mądrość życiowa.Cytat był z Lenki oczywiście].

*

Pola ma nową pasję. Decoupage. Uwielbiam patrzeć jak w fartuchu malarskim, umazana farbą, z przeogromnym skupieniem na twarzy tworzy kolejne cudeńka. Muszę odświeżyć umiejętność wrzucania fotek na bloga; przekonstruuję wówczas mojego bloga w fotobloga z pracami mojej córki :-)

Poza tym – średnia Poli na półrocze – grubo ponad 5. Razem z mężem tworzymy fan klub jej stopni. Nasze hobby i najlepszy umilacz dnia – wejść na stronę z dziennikiem elektronicznym i popatrzeć na oceny córki :-)

10 lat, 5 m-cy, 3 tyg.

1 komentarz

W każdym pokoju naszego mieszkania będzie choinka. W pokojach dziewczyn choinki już stanęły. Lenka oprócz choinki zażyczyła sobie dekoracji w postaci małego żłóbka z Jezuskiem (mieliśmy taką na stanie).

Zaglądnęłam do Lenki, żeby zobaczyć, czym się zajmuje. Było podejrzanie cicho… :-) Stała tyłem do mnie, koło świątecznych dekoracji. Trzymała Jezuska w ręku.

„- Najedz się teraz, na kolację. Żebyś nie był głodny. A później położę Cię do tego… tego… żłóbka i przykryję siankiem, jak kołderką, żebyś nie zmarzł.

Pola na to – usłyszawszy relację chwilę potem:

„-Mamo, czy z jej głową jest wszystko w porządku? „

W takich klimatach teraz żyjemy. Fantazja,słodycz, dziecięcy świat cztero i pół latki contra ironiczne spojrzenie, celne i bystre uwagi dziesięcio i pół latki :-)

A tak poza tym – znowu jesteśmy same. Bo to, co się u nas nie zmienia, to dość częste wyjazdy męża. I zostawiając z boku całą tę warstwę, z którą się nie pogodzę i jej nie polubię – strach o bliską osobą, która przemierza setki kilometrów po świecie + logistyka domowa na mojej głowie – to muszę przyznać: we trzy jest inaczej; fajnie; kobieco. I tak było i tym razem. Dobrze mi z moimi córkami :-)

10 lat, 4m-ce

Brak komentarzy

Wystartował wrzesień, życie zaczęło galopować. I trochę musiało minąć, zanim nowy cykl kompletnie zatrybił. Aktualnie mogę powiedzieć: lekko nie jest, ale wszystko biegnie wg planu. Każdy wie, kiedy i co ma robić :-)

Wrzesień, październik oprócz dostosowywania się i organizowania po leniwych wakacjach obfitował też w wydarzenia dodatkowe. Które adaptacji nie ułatwiały, ale … niemiłe tez nie były.  W ciągu dwóch tygodni zaliczyłam trzy wyjazdy. Bez dzieci :-) Integrowałam się zawodowo, szkoliłam i bawiłam na weselu u rodziny.

Prawdziwie też o siebie zawalczyłam. W ciągu minionego półtora miesiąca przyzwyczaiłam rodzinę, że dwa razy w tygodniu, wieczorem, kiedy dzieci są już w piżamkach, wychodzę zadbać o swoją kondycję. Podpisałam roczną umowę w klubie sportowym i chodzę na siłownię. Roczną umowę – aby nikt i nic nie zniechęciło mnie do tej aktywności. Siłowania – bo kilogramów przybyło, bo nogi od ciągłego siedzenia w pracy puchną, bo zadyszki przy szybkim kroku dostawałam.

A oprócz tego: szkoła, przedszkole, kółka zainteresowań, koszykówka, dentysta, angielski dwa razy w tygodniu, malowanie klasy w szkole, dodatkowa matematyka, odświeżanie pokoju Poli, wycieczka na grzyby, inauguracja sezonu łyżwiarskiego. Zaliczone dwa maratony na koncie rodziny; męża – Maraton Wrocławski, bieg z czasem 2:57; Poli – maraton matematyczny (z jej szkoły, z klas 4-6 zakwalifikowała się tylko ona).

I tylko żal, że w tym pędzie coraz trudniej zatrzymać się na chwilę; zadumać i zachwycić tym, co nas spotyka. Czasem się udaje; i to sprawia, że codzienność nabiera wartości.

Ale skoro rytm się ustalił, tempo wyhamowało, to może uda się te smaczki zbierać….

*

Lena na lodowisku, po raz pierwszy. Chwila odpoczynku na bocznej ławeczce. Podnosi się gwałtownie i komentuje głośno:

- Nie poddawaj się Lena! Walcz, Lenka!

*

Pola przed wyjazdem na czterodniowy obóz naukowy:

- Mamo, rozmawiałam dziś z Paniami z polskiego i informatyki, że mnie nie będzie w przyszłym tygodniu. I Panie mi powiedzą, co będę musiała nadrobić. Z ważnych przedmiotów muszę jeszcze Panią z matematyki uprzedzić. Mamo, i Panią z historii. Mamo – ominie mnie sprawdzian z historii… i co ja zrobię…

- Mamo, listę rzeczy do wyjazdu mam gotową.

- Mamo, na obozie będzie dyskoteka. Muszę się zastanowić, jakie wziąć na nią ubrania…

10 lat, 2 m-ce, 2 tyg.

Brak komentarzy

Kończy się czas wakacyjnej laby. Okres „oddechu” także dla mnie. Nie tylko ze względu na najdłuższy w roku urlop. Było po prostu wolniej, bez gonitwy, popołudniowych zajęć, masy obowiązków. Ale – wszystko co dobre…

Dziewczyny wypoczęte, zrelaksowane. Cień tęsknoty za instytucją oświatową wykazuje jedynie Pola. Lenka na wspomnienie przedszkola przyjmuje, że go nie uniknie, ale jest to raczej reakcja pogodzonego ze swym losem skazańca niż jakikolwiek objaw entuzjazmu. Pola natomiast tęskni za koleżankami.

Wakacje miały siostry mocno wypełnione swoją obecnością. W zasadzie były razem bez ani jednego dnia przerwy. Nie udało się w tym roku tak pogodzić planów wakacyjnych, żeby Pola wyjechała na jakiś obóz. Wg mnie szkoda, ale ona nie wydawała się być tym faktem szczególnie zmartwiona. Z drugiej strony – mimo że były ciągle razem, to jakoś nie przełożyło się to na wzrost liczby siostrzanych konfliktów. Dobrze bawiły się w swoim towarzystwie, co mnie cieszy szczególnie; zależy mi, aby w życiu były ze sobą blisko. Chciałabym, aby doceniały, że siebie mają i trzymały się zawsze razem.

W te wakacje miałyśmy tydzień szczególny. Po wspólnym rodzinnym urlopie, zdecydowałam się wziąć na początku dodatkowy tydzień wolnego i zabrać dziewczyny na jeszcze jeden wypoczynek nad morze. Byłyśmy przez tydzień we trzy, bez naszego rodzynka męskiego.  Pogodę miałyśmy dobrą, miejsce wybrałyśmy mocno sprawdzone (wielokrotnie przez nas wcześniej odwiedzane), no i cóż … było fantastycznie. Bardzo odpoczęłam; towarzystwo moich coraz to większych córek – fantastycznie mi zrobiło.

A teraz – rusza logistyka dnia szkolnego. Początek mamy już zaplanowany; teraz pozostaje tylko wskoczyć w rytm. I starać się nie poddać, mimo nieodpartego wrażenia, że wstaje się rano po to, aby ciągle się gdzieś spieszyć; i że mimo drobnych różnic, to dni są praktycznie takie same. I strasznie szybko mijają.


  • RSS